..
AWF Elbrus Expedition 2012

 
2012-12-29
Odsłon: 800
 

Przygotowania

Z górami to jest tak, że człowiek albo się w nich zakocha bez opamiętania, albo będzie je omijał szerokim łukiem. W naszym przypadku padło na ten pierwszy wariant. I trzeba przyznać, że zakochaliśmy się po uszy. Dopiero co zeszliśmy z Mont Blanc, a już na horyzoncie pojawił się następny cel: Elbrus. Elbrus to pierwsza góra w projekcie Klubu "8x5000 czyli Kaukaskie Piątki". Przygotowania do wyprawy szły pełną parą, skupiliśmy się na uzupełnieniu ekwipunku i poszukiwaniu sponsorów. To właśnie dzięki wsparciu życzliwych nam osób udało się zorganizować tą wyprawę i dziś możemy podzielić się z wami jej przebiegiem oraz towarzyszącymi nam emocjami.          
                        
           Pierwszy raz o wejściu na Elbrus pomyślałem gdy zapisywałem się do Klubu Górskiego OLIMP. Przeglądałem zdjęcia z wyprawy, zorganizowanej z okazji 10-lecia klubu,  zaimponowały mi one na tyle, iż zapragnąłem zdobyć ten szczyt. Przez długi czas wydawało mi się to tylko marzeniem  ściętej głowy, które nie ma szans na realizację. Jednak marzenia się spełniają. Trzy lata później podczas powrotu z Silveretty wraz z Piotrkiem i Tomkiem, zastanawialiśmy się nad kolejnym celem na przyszły rok. Po zdobyciu Mont Blanc chcieliśmy zdobyć coś równie ambitnego. Niemal jednogłośnie padło na ELBRUS!  Chcieliśmy aby na wyprawę  pojechało 5-6 osób. Głównie ze względów bezpieczeństwa, gdyż opinie na temat tego regionu nie były zbyt pochlebne. Do tego wszystkiego jeszcze konflikt, który został zażegnany dopiero w listopadzie 2011 roku.

                Chętnych na zdobycie najwyższego szczytu Rosji uzbierała się czwórka. Dołączył do nas jeszcze Bartek z pierwszego roku, a ostatnie miejsce zajął Michał. Lista była zamknięta. Podzieliśmy się obowiązkami i tak każdy z nas przystąpił do przygotowań. Pierwszą rzeczą jaką się zająłem było  przygotowanie oferty sponsorskiej i patronackiej. Udało nam się złapać parę patronatów jednakże sponsorzy nie dopisali. Nie poddając się szukaliśmy dalej. Nasza rodzima akademia objęła wyprawę patronatem i wsparła nas finansowo. Dzięki temu kupiliśmy na rzecz klubu dwa namioty wyprawowe i dwie maszynki wielopaliwowe. Udało się nam także zrobić spore zakupy dzięki uprzejmości sklepu górskiego PIETROS. Brak innych sponsorów to nie był jednak największy problem. Na dwa miesiące przed wyprawą pierwszy odpadł Bartek. Jakby problemów było mało,  kilka dni później okazało się, że Michał nie ma ważnego paszportu. Był wtedy we Francji więc nie było szansy aby zdążył z wyrobieniem nowego na czas. Tomek – kolejny uczestnik odmówił wyjazdu, ze względu na zmianę pracy i niepewny termin urlopu. W ten sposób zostało nas trzech. Szukaliśmy ochotników wśród znajomych, lecz nikt nie chciał podjąć takiego wyzwania. Wojtek szukając wyjścia z opresji umieścił zapytanie na forum Wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego.

                Na 3 tygodnie przed wyprawą nie mieliśmy jeszcze nic zorganizowanego. Wciąż  nie mieliśmy wiz ani biletów kolejowych. Braki w uczestnikach nie napawały nas optymizmem. Mimo wszystko nie poddawaliśmy się i podjęliśmy decyzję, że i tak pojedziemy choćby w trójkę. Jednak na drodze pojawił się kolejny problem. Okazało się iż Piotrek nie może dostać tak długiego urlopu aby móc jechać z nami. Byliśmy w kropce. Jednak po kilku dniach pojawiła się iskierka nadziei. Z forum WKW odezwał się Damian, który wyraził chęć wyjazdu z nami. Wojtek omówił wszystkie szczegóły wyprawy z Damianem. Damian namówił również swojego kolegę Kajtka i dzięki temu skład wyprawy się wykrystalizował. Szybko oddaliśmy nasze paszporty do biura TB alces. Tam również złożyliśmy wnioski o wizę turystyczną do Rosji. Kajtek z Wojtkiem kupili na dworcu we Wrocławiu bilety na pociąg TLK do Przemyśla, a następnie na kuszetkę do Kijowa. Przez internet zamówili bilet relacji Kijów – Piatagorsk. Kajtek dodatkowo kupił bilet w stronę powrotną, gdyż musiał wrócić 10 sierpnia do pracy. Nas czas nie gonił, więc postanowiliśmy bilety powrotne kupić dopiero w drodze powrotnej.  

                Po raz pierwszy wszyscy spotykamy się na dzień przed wyjazdem. Damiana i Kajtka widziałem pierwszy raz. Damian – wysoki gość, który na pierwszy rzut oka wydał się bardzo rozgadany. Kajtek – dużo niższy, chudy i w dredach do pasa, raczej spokojny. Razem zrobiliśmy zakupy i umówiliśmy się następnego dnia na dworcu. Ja z Wojtkiem podzieliliśmy się jedzeniem oraz sprzętem, tak aby mieć mniej więcej podobny ciężar plecaka. U Wojtka było okropnie gorąco. Podczas pakowania lał się z nas pot. Ok. 1 w nocy skończyliśmy pakowanie i położyliśmy się spać. 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd